"Uważaj na swoją piękną, jest mi wiele winna:)" odczytałem w wiadomości i momentalnie zamarłem. Nie dość, że do niej się przyczepili, to i jeszcze do mnie. Spróbowałem zachować pozory spokojnego, nie chciałem, by Nath się o czymkolwiek dowiedziała, ale... Bałem się o nią coraz bardziej. Trzeba jak najszybciej to załatwić i ich zgubić. Czego oni od niej chcą...
- Alessandro... - szepnęła, stając przede mną. Momentalnie zablokowałem ekran i spojrzałem na nią, lekko się uśmiechając. - Stało się coś?
- Nie, nic, po prostu się zamyśliłem - wykaraskałem się z problemów. - Wybrałaś coś?
- Jak się skusisz ze mną na love story z wampirami to tak.
- Hmm... Czyżby Zmierzch? - kiwnęła mi głową na potwierdzenie. - To idziemy - złapałem ją za rękę i skierowaliśmy się do salonu, by zabrać laptopa. Naszym końcowym celem była moja sypialnia, a dokładniej łóżko. Położyłem się, przyciągając ją do siebie. Wcisnęła "odtwórz" i wtuliła się plecami we mnie.
Gdzieś w drugiej połowie filmu - akurat był fragment w którym Bella uciekała od polującego na nią wampira - usłyszałem nowe dźwięki, a mianowicie ciche pochrapywania. Odleciała. Jeszcze szybciej niż ja.
Zatrzymałem odtwarzanie i położyłem laptopa na szafce. Ostrożnie wziąłem ją na ręce, starając się, by jej nie obudzić. Odchyliłem kołdrę i ułożyłem ją na łóżku. Potem odniosłem komputer na jego właściwe miejsce, pogasiłem wszystkie światła i wróciłem do pokoju, gdzie... Się zawahałem. Jak zareaguje, widząc mnie porankiem obok siebie? Trudno, raz się żyje. Po cichu zająłem miejsce obok niej i kilka chwil potem już spałem.
Rano obudziły mnie delikatne muśnięcia. Otworzyłem oczy i ujrzałem Nathalie siedzącą obok. Jechała właśnie dłonią po moich żebrach. Takie pobudki to ja mogę mieć do końca życia.
- Dzień dobry - rzekła cicho, lekko się uśmiechając.
- Witam... Jak się spało? - spytałem, wznosząc się na łokciu. Cmoknąłem ją w policzek, a ona przysunęła się bliżej mnie.
- Całkiem przyjemnie, a Tobie?
- Wspaniale - uśmiechnąłem się.
- Zrobiłam śniadanie - oznajmiła.
- To pora wstać - ostrożnie się przeciągnąłem i wygramoliłem z łóżka. Nath złapała mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę salonu, a potem kuchni. Na ladzie leżały dwa talerze, a na nich naleśniki.
- Trochę się naszukałam, ale znalazłam wszystko, co było potrzebne.
- Mogłaś mnie obudzić - mruknąłem, zajmując miejsce na wysokim krześle.
- Słodko wyglądałeś wtedy, nie miałam serca. A poza tym, poradziłam sobie.
- Bardzo dobrze - pochwaliłem ją, a ona zarumieniona spuściła głowę. W milczeniu jedliśmy posiłek, potem zabrałem się za sprzątnięcie ze stołu.
- Nathalie... - zacząłem. Podniosła wzrok. - Chcesz ze mną pojechać na trening?
Bez słowa podeszła do mnie i się wtuliła.
- Nie chcę się rozstawać z Tobą, więc co za pytania zadajesz?
- By się upewnić - cmoknąłem ją w czoło. Zaciągnąłem się zapachem jej włosów, czując mój szampon. Spryciula jedna, zrobiła wszystko, gdy spałem. - Poczekaj chwilę - odsunąłem się i wróciłem do sypialni, a dokładniej do szafy.
- Proszę - podałem jej koszulkę z moim nazwiskiem. - Skoczę jeszcze pod prysznic i możemy jechać.
- A co jeśli ja go nie brałam?
- Mnie nie oszukasz, poczułem swój szampon - zaśmialiśmy się. - Włącz sobie telewizor, czy coś, a ja niedługo jestem.
Zabrałem ubrania, w których pojadę na trening. Wszedłem do łazienki i szybko się rozebrałem, po czym wskoczyłem pod prysznic. Po dłuższej chwili mycia się, opuściłem go, świeży, pachnący i gotowy na nadchodzący dzień. Ubrałem się i wyszedłem z pomieszczenia. Dziewczyna siedziała na kanapie, buszując w telefonie. Po cichu podszedłem do niej...
- Alessandro... - szepnęła, stając przede mną. Momentalnie zablokowałem ekran i spojrzałem na nią, lekko się uśmiechając. - Stało się coś?
- Nie, nic, po prostu się zamyśliłem - wykaraskałem się z problemów. - Wybrałaś coś?
- Jak się skusisz ze mną na love story z wampirami to tak.
- Hmm... Czyżby Zmierzch? - kiwnęła mi głową na potwierdzenie. - To idziemy - złapałem ją za rękę i skierowaliśmy się do salonu, by zabrać laptopa. Naszym końcowym celem była moja sypialnia, a dokładniej łóżko. Położyłem się, przyciągając ją do siebie. Wcisnęła "odtwórz" i wtuliła się plecami we mnie.
Gdzieś w drugiej połowie filmu - akurat był fragment w którym Bella uciekała od polującego na nią wampira - usłyszałem nowe dźwięki, a mianowicie ciche pochrapywania. Odleciała. Jeszcze szybciej niż ja.
Zatrzymałem odtwarzanie i położyłem laptopa na szafce. Ostrożnie wziąłem ją na ręce, starając się, by jej nie obudzić. Odchyliłem kołdrę i ułożyłem ją na łóżku. Potem odniosłem komputer na jego właściwe miejsce, pogasiłem wszystkie światła i wróciłem do pokoju, gdzie... Się zawahałem. Jak zareaguje, widząc mnie porankiem obok siebie? Trudno, raz się żyje. Po cichu zająłem miejsce obok niej i kilka chwil potem już spałem.
Rano obudziły mnie delikatne muśnięcia. Otworzyłem oczy i ujrzałem Nathalie siedzącą obok. Jechała właśnie dłonią po moich żebrach. Takie pobudki to ja mogę mieć do końca życia.
- Dzień dobry - rzekła cicho, lekko się uśmiechając.
- Witam... Jak się spało? - spytałem, wznosząc się na łokciu. Cmoknąłem ją w policzek, a ona przysunęła się bliżej mnie.
- Całkiem przyjemnie, a Tobie?
- Wspaniale - uśmiechnąłem się.
- Zrobiłam śniadanie - oznajmiła.
- To pora wstać - ostrożnie się przeciągnąłem i wygramoliłem z łóżka. Nath złapała mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę salonu, a potem kuchni. Na ladzie leżały dwa talerze, a na nich naleśniki.
- Trochę się naszukałam, ale znalazłam wszystko, co było potrzebne.
- Mogłaś mnie obudzić - mruknąłem, zajmując miejsce na wysokim krześle.
- Słodko wyglądałeś wtedy, nie miałam serca. A poza tym, poradziłam sobie.
- Bardzo dobrze - pochwaliłem ją, a ona zarumieniona spuściła głowę. W milczeniu jedliśmy posiłek, potem zabrałem się za sprzątnięcie ze stołu.
- Nathalie... - zacząłem. Podniosła wzrok. - Chcesz ze mną pojechać na trening?
Bez słowa podeszła do mnie i się wtuliła.
- Nie chcę się rozstawać z Tobą, więc co za pytania zadajesz?
- By się upewnić - cmoknąłem ją w czoło. Zaciągnąłem się zapachem jej włosów, czując mój szampon. Spryciula jedna, zrobiła wszystko, gdy spałem. - Poczekaj chwilę - odsunąłem się i wróciłem do sypialni, a dokładniej do szafy.
- Proszę - podałem jej koszulkę z moim nazwiskiem. - Skoczę jeszcze pod prysznic i możemy jechać.
- A co jeśli ja go nie brałam?
- Mnie nie oszukasz, poczułem swój szampon - zaśmialiśmy się. - Włącz sobie telewizor, czy coś, a ja niedługo jestem.
Zabrałem ubrania, w których pojadę na trening. Wszedłem do łazienki i szybko się rozebrałem, po czym wskoczyłem pod prysznic. Po dłuższej chwili mycia się, opuściłem go, świeży, pachnący i gotowy na nadchodzący dzień. Ubrałem się i wyszedłem z pomieszczenia. Dziewczyna siedziała na kanapie, buszując w telefonie. Po cichu podszedłem do niej...
- Bu! - aż podskoczyła.
- Uduszę Cię, mogę? - zaśmiała się, podnosząc z siedziska. W międzyczasie zdążyła się przebrać.
- Pasuje Ci ta koszulka - wymruczałem, przyciągając ją do siebie. - Niedługo zobaczymy, jak będziesz się prezentować w barwach Norymbergi.
- Czy Ty aby nie przesadzasz? - cmoknęła mnie w nos. - Chodźmy, bo się spóźnisz i będziesz miał przypał.
Opuściliśmy kamienicę i wsiedliśmy do mojego auta. Śmialiśmy się i śpiewaliśmy lecące w radio piosenki. Nic nie zapowiadało tego, co ma nas czekać przed ośrodkiem...
- Kurwa - zakląłem, widząc znajome auto. Moja była. - Poczekasz chwilę? Mam do załatwienia sprawę z jedną osobą.
- Z kim? - zapytała.
- Widzisz ten samochód? - wskazałem na czerwone BMW. Kiwnęła mi na zatwierdzenie. - Tam siedzi mój największy problem, którego się nie mogę pozbyć.
- Może jaśniej?
- Moja była dziewczyna... Rozstaliśmy się dawno temu, a ona dalej nie umie dać spokoju...
- Nie zwracaj na nią uwagi, skarbie. Chodźmy - otworzyła drzwiczki od swojej strony i wyszła z pojazdu. Uczyniłem tak samo, tylko jeszcze wziąłem ze sobą torbę z tylnej kanapy.
Gdy stałem już obok niej, złapałem ją za rękę. Uśmiechnęła się, wpatrując uparcie w punkt za mną. Chyba wiedziałem, gdzie dokładnie.
- Nie wiedziałem, że potrafisz być taka wredna - zaśmiałem się, czując jej usta na swoim policzku.
- Niech da sobie na luz, swoje już straciła. Idziemy, czy damy jej do wiwatu?
- Idziemy, Wredoto - skierowaliśmy nasze nogi w stronę ośrodka. Po chwili zajmowała już miejsce na trybunach, a ja schodziłem do szatni.
- Schoepfi, a co to za panna, co z Tobą przyszła? - zapytał Aggelos, gdy tylko usiadłem na ławce.
- To Ty nie wiedziałeś, że nasz Alessandro znalazł sobie dziewczynę? - zdziwił się Kevin, a ja wywróciłem oczami.
- Pan się powtórzy, bo nie rozumiem pana wypowiedzi. Olusia ma dziewczynę? - cale Amateure zaczęło klaskać, a ja się śmiałem. Jak dzieci normalnie...
- Musimy ją poznać!! - piszczeli jak małe dziewczynki, które dostały właśnie nową lalkę.
- Spokojnie, w sobotę będzie imprezka, w sobotę widzimy Cię z nią, albo wcale! - najgłośniejszym z ekipy był Sallahi. Głosował, jakby był u siebie. - Takie powitanie Wam przygotujemy, że do końca życia je zapamiętacie!
- Mam się bać? - szatnię opuściliśmy zagadani, niczym baby na targu. Będąc na boisku odruchowo zerknąłem na trybuny. Widziałem Nath, kilu kibiców i... i ją. Stała na drugim końcu, uważnie obserwując moją dziewczynę.
- Chyba mamy nieproszonego gościa... - mruknął do mnie Friesenbichler, a ja smutno kiwnąłem głową. Oby tylko nie zbliżyła się do Schweiz...
Cały trening uważnie obserwowałem obie dziewczyny. Nic specjalnego się nie działo, obie wpatrywały się we to we mnie, to w siebie. Kurwa.
Po prysznicu i przebraniu się w świeże ubrania. Napisałem SMSa dziewczynie, by czekała przy szatni. Jak zawsze, gdy jest trening, na którym są kibice, to trzeba się przygotować na zdjęcia i autografy. Fani jak zawsze nie zawiedli, grupą wspierali nas przed zbliżającym się meczem o awans. Uwielbiałem ich, to wspaniali ludzie, którzy są z nami mimo naszych klęsk i upadków. Pomagają nam się podnieść i dopingują w zdobywaniu dalszych celów.
Za mną wylazł Ylli i Aggelos. Potem reszta. Każdy chętnie pozował do zdjęć, każdy zdążył zamienić choć słowo...
- Też mogę prosić o autograf? - usłyszałem głos swojej dziewczyny. Zaśmiałem się cicho, a stojący obok Oikonomou dziwnie się na mnie spojrzał. Na moje szczęście nie rozpoznał jej.
- Z jakąś dedykacją może?
- Zdaję się na Ciebie - nasza scenka stawała się coraz bardziej komiczna.
- "Dla najlepszej dziewczyny świata" może być, czy nie za bardzo?
Grek przybliżył się do niej i uważnie się jej przyjrzał.
- A więc to Ty jesteś jego dziewczyną? - zatwierdziła mu, a on odwrócił się do mnie. - Lepiej trafić nie mogłeś, kolego.
- Wiem - przyciągnąłem ją do siebie.
- Jestem Aggelos - wyciągnął do niej rękę, a ona ją ścisnęła.
- Nathalie, miło mi poznać osobiście - uśmiechnęła się.
Reszta chłopaków przyłączyła się do nas, gdy tylko kibice się rozeszli. Poczułem się dziwnie obserwowany, z dalszej odleglości... Chyba prócz nas jest jedna nieproszona osoba... Starałem się odepchnąć to na bok i nie zwracać na to uwagi, tylko skupić się na tym, co dzieje się w naszym zamkniętym gronie.
Sytuacja z trenigu się nie powtórzyła. Chyba moja była dała sobie spokój.
Tydzień minął w błyskawicznym tempie. Pierwszy mecz w walce o III ligę wygraliśmy, impreza, połączona z pożegnaniem też się udała. Jedyne, co zostało, to drugi mecz i wreszcie możemy zacząć spokojne życie...
_____________
Ojejciu, to już za tydzień koniec tego opowiadania? Jak to wszybko zleciało... Nie wierzę :( Mimo tego spontanu to będzie mi go bardzo brakować :(
Ogłaszam, że do wtorku nie będę czytać żadnego opowiadania, bo mój internet postanowił mi się skończyć właśnie kilka dni przed końcem okresu i lecę na minimalnych resztkach, albo mulę u kogoś :')
Do zobaczenia w piątek!
Gdy stałem już obok niej, złapałem ją za rękę. Uśmiechnęła się, wpatrując uparcie w punkt za mną. Chyba wiedziałem, gdzie dokładnie.
- Nie wiedziałem, że potrafisz być taka wredna - zaśmiałem się, czując jej usta na swoim policzku.
- Niech da sobie na luz, swoje już straciła. Idziemy, czy damy jej do wiwatu?
- Idziemy, Wredoto - skierowaliśmy nasze nogi w stronę ośrodka. Po chwili zajmowała już miejsce na trybunach, a ja schodziłem do szatni.
- Schoepfi, a co to za panna, co z Tobą przyszła? - zapytał Aggelos, gdy tylko usiadłem na ławce.
- To Ty nie wiedziałeś, że nasz Alessandro znalazł sobie dziewczynę? - zdziwił się Kevin, a ja wywróciłem oczami.
- Pan się powtórzy, bo nie rozumiem pana wypowiedzi. Olusia ma dziewczynę? - cale Amateure zaczęło klaskać, a ja się śmiałem. Jak dzieci normalnie...
- Musimy ją poznać!! - piszczeli jak małe dziewczynki, które dostały właśnie nową lalkę.
- Spokojnie, w sobotę będzie imprezka, w sobotę widzimy Cię z nią, albo wcale! - najgłośniejszym z ekipy był Sallahi. Głosował, jakby był u siebie. - Takie powitanie Wam przygotujemy, że do końca życia je zapamiętacie!
- Mam się bać? - szatnię opuściliśmy zagadani, niczym baby na targu. Będąc na boisku odruchowo zerknąłem na trybuny. Widziałem Nath, kilu kibiców i... i ją. Stała na drugim końcu, uważnie obserwując moją dziewczynę.
- Chyba mamy nieproszonego gościa... - mruknął do mnie Friesenbichler, a ja smutno kiwnąłem głową. Oby tylko nie zbliżyła się do Schweiz...
Cały trening uważnie obserwowałem obie dziewczyny. Nic specjalnego się nie działo, obie wpatrywały się we to we mnie, to w siebie. Kurwa.
Po prysznicu i przebraniu się w świeże ubrania. Napisałem SMSa dziewczynie, by czekała przy szatni. Jak zawsze, gdy jest trening, na którym są kibice, to trzeba się przygotować na zdjęcia i autografy. Fani jak zawsze nie zawiedli, grupą wspierali nas przed zbliżającym się meczem o awans. Uwielbiałem ich, to wspaniali ludzie, którzy są z nami mimo naszych klęsk i upadków. Pomagają nam się podnieść i dopingują w zdobywaniu dalszych celów.
Za mną wylazł Ylli i Aggelos. Potem reszta. Każdy chętnie pozował do zdjęć, każdy zdążył zamienić choć słowo...
- Też mogę prosić o autograf? - usłyszałem głos swojej dziewczyny. Zaśmiałem się cicho, a stojący obok Oikonomou dziwnie się na mnie spojrzał. Na moje szczęście nie rozpoznał jej.
- Z jakąś dedykacją może?
- Zdaję się na Ciebie - nasza scenka stawała się coraz bardziej komiczna.
- "Dla najlepszej dziewczyny świata" może być, czy nie za bardzo?
Grek przybliżył się do niej i uważnie się jej przyjrzał.
- A więc to Ty jesteś jego dziewczyną? - zatwierdziła mu, a on odwrócił się do mnie. - Lepiej trafić nie mogłeś, kolego.
- Wiem - przyciągnąłem ją do siebie.
- Jestem Aggelos - wyciągnął do niej rękę, a ona ją ścisnęła.
- Nathalie, miło mi poznać osobiście - uśmiechnęła się.
Reszta chłopaków przyłączyła się do nas, gdy tylko kibice się rozeszli. Poczułem się dziwnie obserwowany, z dalszej odleglości... Chyba prócz nas jest jedna nieproszona osoba... Starałem się odepchnąć to na bok i nie zwracać na to uwagi, tylko skupić się na tym, co dzieje się w naszym zamkniętym gronie.
***
Tydzień minął w błyskawicznym tempie. Pierwszy mecz w walce o III ligę wygraliśmy, impreza, połączona z pożegnaniem też się udała. Jedyne, co zostało, to drugi mecz i wreszcie możemy zacząć spokojne życie...
_____________
Ojejciu, to już za tydzień koniec tego opowiadania? Jak to wszybko zleciało... Nie wierzę :( Mimo tego spontanu to będzie mi go bardzo brakować :(
Ogłaszam, że do wtorku nie będę czytać żadnego opowiadania, bo mój internet postanowił mi się skończyć właśnie kilka dni przed końcem okresu i lecę na minimalnych resztkach, albo mulę u kogoś :')
Do zobaczenia w piątek!

Już niedługo koniec? :( Nie mogę w to uwierzyć :<
OdpowiedzUsuńTajemniczy obserwator :o Tym mnie zaskoczyłaś, ciekawe kto to ;3
Rozdział niesamowity! :3 Piszesz genialnie ;>
Czekam już na ostatni rozdział! :*
Buziaki! :*
Czy ja nigdy nie skomentuję na czas? Przepraszam, ehhh...
OdpowiedzUsuńRzecz jasna rozdział jak zwykle genialny :)
Tylko irytuje mnie ten koleś dręczący Nath i Olka...
Wiesz, ze nie lubię słowa "koniec", prawda? :v
Dlatego najchętniej bym Cię prosiła, byś nie kończyła tego bloga, ale z drugiej strony czeka kolejny, którego jestem baaardzo ciekawa ^^
Kurde, zaniepokoiła mnie ta laska. Oby nic nie namieszała. Znając Ciebie Domi na pewno na jednym rozdziale z nią w roli głównej nie skończysz :D
OdpowiedzUsuńOlek to ideał. Koniec kropka. Uwielbiam go!
Rozdział świetny, jak zwykle ♥
Pozdrawiam :* x