To miał być ten dzień. Dzień, w którym mieli zacząć wszystko od nowa. A co najważniejsze - sami. Reszta rzeczy była spakowana w samochodzie. "Pożegnalny obiad" z jej rodziną zaliczony. Teraz tylko dojechać, a potem... Oczekiwać wizyty jego rodziców.
- Gotowi? - zapytała ich jej matka.
- Jak najbardziej - odpowiedzieli, kierując się do samochodu.
- Spokojnej drogi, dzieciaki - dodał pan Schweiz.
Zajęli swoje miejsca, by chwilę potem ruszyć w drogę.
- Gotowa na... Początek? - zwrócił się do niej, gładząc ją po policzku. Stali akurat w zakorkowanej części wylotówki
- Z Tobą jak najbardziej - odparła z uśmiechem, splatając ich palce razem.
Spokojnie jechali do Norymbergi, śmiejąc się, czy śpiewając znane hity. Wszystko było dobrze, dopóki... Dopóki nie pojawił się on.
Z początku jechał na równi z nimi, slalomem godnym mistrza. Potem... Uderzył w bok auta, po stronie, w której siedziała. Auto prowadzone przez niego wylądowało za barierkami, dachując. Świadkowie twierdzili, że jadący nim zginęli na miejscu. Lecz tak nie było... Skończyło się inaczej. Mimo to, dalej nie tak, jak oboje tego chcieli...
Ona odeszła w drodze do szpitala. Jej serce już odmawiało posłuszeństwa po wyciągnięciu przez strażaków, ale cudem udało się wznowić jego pracę. Za drugim razem... Nie było już takiego szczęścia.
On dzielnie walczył. Myślał, że uda mu się wyjść z tego i być z nią. Jednak... Druga część nie dała rady.
Po kilku dniach śpiączki ocknął się. Pierwsze słowo, które padło z jego ust, było jej imieniem. Jednakże... Nikt nie umiał przekazać mu tej tragicznej wiadomości.
W końcu się dowiedział. Musiał. Wypytywał o nią, o jej samopoczucie, czy z nią wszystko dobrze... Nie potrafił zrozumieć tego, czemu ona musiała odejść. Czemu go to nie spotkało, tylko ją...
Nie chciał z nikim rozmawiać. Jedzenie i tak przyjmował dożylnie.
Nic nie robił. Po prostu leżał i gapił się w sufit. I tak mijały kolejne tygodnie...
Potrzebował roku, aby wrócić do pełnej sprawności. Rehabilitacje i wznowiona gra pozwoliła mu choć na chwilę odciąć się od tragedii, jaka go dotknęła. Jednak to tylko zewnętrznie. W środku dalej cierpi, dalej boli go strata ukochanej. I chyba nigdy nie przestanie...
***
Urwałem, czując łzy zbierające się w moich oczach. Minęły ponad dwa lata. Prawie trzy, rozumiesz? Trzydzieści miesięcy od kiedy ten palant mi ją zabrał. Moją miłość. Moją Nathalie.
Nie umiem się z tym pogodzić. Jestem sam i chyba to się utrzyma. Nie umiem myśleć o innej, tylko ona. Czas z nią był najpiękniejszy, mimo, że krótki. Każda radość, smutek... Strach...
- Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakuje. Śnisz mi się każdej nocy. W miejscach, w których nie byliśmy, a do których chcieliśmy pojechać. Realizowaliśmy nasze marzenia, które w rzeczywistości nigdy się nie spełnią...
- Każdego poranka, gdy się budzę, liczę, że to wszystko jest głupim snem. Ale tak nie jest. Nie ma Ciebie, a wraz z Tobą odeszła połowa mnie. Ta lepsza. Pokazałaś mi tyle dobrego... Jednocześnie raniąc swoim nagłym odejściem. Wiem, że to nie jest Twoja wina, tylko tego kretyna, przez którego mieliśmy wypadek.
- Tęsknię za Tobą... z każdym cholernym dniem bardziej. To mnie wykańcza, wiesz? Ta świadomość, że przez długi czas się nie zobaczymy. Ale nie mogę tego przyspieszyć...
- Wszyscy mnie pilnują, bym nie popełnił głupoty, targając na swoje życie. Ale oni nie rozumieją tego. Nie wiedzą, co jest ze mną, jak bardzo mi Ciebie brakuje. Ciężko jest tak żyć bez swojego sensu życia.
- Próbuję być jak najlepszy. Dla Ciebie. Byś mogła tam na górze opowiadać wszystkim, że masz utalentowanego chłopaka. Tak, masz. Jesteś ostatnią kobietą, która zawirowała moim życiem. Nigdy nie będę chciał innej, bo tylko Ty się liczysz...
Znów zamikłem. Zawsze dużo przy niej mówiłem. Szczególnie o tym, jak bardzo ją kocham. A wtedy, gdy według niej "przesadzałem", próbowała mnie uspokoić, mówiąc, że wie o tym... A teraz...
- Bądź szczęśliwy - znikąd rozległ się głos. Ten głos, którego tak bardzo mi brakowało.
Przed oczami zamajaczyła mi jej postać. Delikatny uśmiech, te cudne oczy wpatrujące się we mnie, rozwiane włosy... Nathalie...
- Tylko Ty dałaś mi szczęście...
- Bądź szczęśliwy - weszła mi w słowo, coraz bardziej się rozmazując.
- Nie odchodź... - wyszeptałem ledwosłyszalnie. Nigdy wcześniej tak nie robiła. Owszem, w snach tak, ale nie w rzeczywistości...
Czemu nie potrafi przyswoić sobie tego, że dzięki niej wszystko było lepsze? Że teraz nie ma nic?
________________________
Także... Na samym początku nie myślałąm, że tak zakończę te historię. Miałąm kilkanaście pomysłó - wplątać Niclasa Starka, nawet Ivana! Ale cóż, wyszło inaczej, straciłam wenę tutaj, na moje szczęście siedem rozdziałów miałam już napisane w lipcu, a ten ostatni... tak wyszedł sam z siebie.
Chcę Wam podziękować za te nieliczne komentarze, za to, że niektóre z Was były tu zawsze... :) Mam nadzieję, że będziecie czytały także nowe opowiadanie, na którym pierwszy post pojawi się już jutro :)
Tschau!

Zaczynam pisać po raz trzeci, bo przez emocję nie umiem napisać sensownego komentarza ;__________; To Twoja wina!
OdpowiedzUsuńJAK MOGŁAŚ IM TO ZROBIĆ!
Oni mieli być szczęśliwi, dzieci, wnuki, prawnuki etc...
Ehhhh....
A wiesz co jest najgorsze? Że to zakończenie mi się cholernie podoba, mimo że płaczę jak bóbr :'(
Czekam na nowe opowiadanie, tylko proszę, nikogo tam nie zabijaj :v
wreszcie mogę skomentować!
OdpowiedzUsuńMyślałam, że się nie popłaczę, ale cholera... ryczę jak nigdy, hahahahhaha
Nie wiem czemu, ale chyba przeczytam sobie po raz drugi i przeprowadzę głęboką refleksję, dzięki Ci Dominiko. :(
czekam na nowe blogi, buzi :*
Domiś no ;CC dlaczego :CCCC
OdpowiedzUsuńA ja myślałam, że będą szczęśliwi :C
Starałam się nie rozryczeć XD, ale jak zawsze mi nie wyszło :D
My dziękujemy ♥♥
Buziaki :**
Płaczę :c Oni mieli być tacy szczęśliwi :/ A tu taki niewypał :<
OdpowiedzUsuńSzkoda że się skończył, bo był to cudny blog do którego będę często wracać :*
Dziękujemy za tego bloga i czekamy na następne! :*
PŁACZE DOMI WIESZ?!
OdpowiedzUsuńNigdy w życiu nie spodziewałam się takiego zakończenia. Czytam Twoje opowiadania od jakichś 2 lat i nie przewidziałam tego :O JESTEM MISTRZYNIĄ!
Dalej jestem w szoku, że ona odeszła :((( Biedny Alessandro. Ta scena na cmentarzu złamała mi serce.
Ten blog byl taki cudowny *-* Chyba jeden z moich ulubionych.
Weny kochana :* ♥
Pozostawię tutaj swój ślad. Przeczytałam całość i płaczę z powodu takiego zakończenia...Oni mieli być szczęśliwi a nie 😭
OdpowiedzUsuńMimo zakończenia bardzo mi się podobało 😘